Rzecznik Polskiej Żeglugi Morskiej informuje, że zatrzymana w Brazylii, w porcie Sao Luis, załoga statku „Jawor” wróciła do Europy za pieniądze zorganizowane przez PŻM. Biuro kupiło im bilety do Warszawy, Berlina, Krakowa, Sofii i Bukaresztu – więc po ponad dwumiesięcznym zatrzymaniu na redzie w Ameryce Południowej marynarze mogli wrócić do domów. Statek zatrzymano za próbę przemytu pół tony kokainy.
Choć na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się jasna, przemytnikami nie byli marynarze, ani dowództwo statku handlowego. Na początku października masowiec z floty PŻM „Jawor” przypłynął do brazylijskiego portu Itaqui w Sao Luis po ładunek soi. Masowiec zatrzymały 4 października na kotwicowisku portu w Sao Luis, brazylijskie służby. W jednym z pomieszczeń statku znajdowały się narkotyki. Rzecznik PŻM informował, że podejrzane pakunki odnalazł w nocy jeden z marynarzy, natychmiast zawiadomił kapitana jednostki, a ten przekazał informacje agentowi pracującemu dla armatora, następnie lokalnym władzom. Po sprawdzeniu zafoliowanych paczek okazało się, że jest w nich prawie pół tony kokainy.
Dwudziestoosobową załogę tworzyło 10 Polaków oraz Ukraińcy, Bułgarzy i Rumuni. Przez kilka tygodni kapitan statku i marynarze byli przesłuchiwani. Nie trafili do aresztu. Przebywali w hotelu, ale nie mogli opuszczać miasta i Brazylii. PŻM i polskie służby konsularne zapewniły im pomoc prawną. W ubiegłym tygodniu członkowie „Jawora” otrzymali zgodę sądu na wyjazd. Nikomu nie postawiono zarzutów karnych.
Sędzia Sądu Federalnego prowincji Maranhao José Magno Linhares Moraes wydał decyzję upoważniającą do zwrotu wszystkim członkom załogi statku Jawor paszportów, a w konsekwencji zezwolił im na opuszczenie Brazylii” – informował Gogol. Wyjaśnił, że sąd otrzymał oświadczenie brazylijskiej Policji Federalnej, w którym funkcjonariusze potwierdzają, że nie ma potrzeby utrzymywania wobec nich jakichkolwiek środków zapobiegawczych. Decyzje sądu i policji potwierdził prokurator prowincji Maranhao José Raimundo Leite Filho – poinformował media Krzysztof Gogol, rzecznik Polskiej Żeglugi Morskiej. – Dla wszystkich członków załogi kupiliśmy bilety lotnicze. Do Berlina, Krakowa, Sofii, Bukaresztu, a największa grupa miała lecieć do Warszawy. Nasza rola, jako armatora, zakończyła w momencie uwolnienia członków załogi, oddania im paszportów i umożliwienia wyjazdu z Brazylii.
Masowiec popłynął do Brazylii po ładunek soi. Po dokładnym przeszukaniu statku, brazylijskie władze zgodziły się na załadunek. W październiku, z podmienioną załogą, jednostka popłynęła do Holandii.
Śledztwo, które ma wyjaśnić, w jakich okolicznościach i kto schował narkotyki na statku, wciąż trwa. Zdaniem PŻM pakunki zostały prawdopodobnie podrzucone w nocy, przez wyspecjalizowaną w takich akcjach grupę działającą dla kartelu narkotykowego. Kilkudziesięciokilogramowe paczki zostały ukryte w jednym z pustych pomieszczeń między nadbudówką a ładowniami.


















Zostaw komentarz