Co dziesiąty mieszkaniec średniego miasta w Polsce jest zadłużony. 408,1 tys. osób ma w sumie do spłacenia 8,8 mld zł – informuje w komunikacie Krajowy Rejestr Długów. Zadłużenie rekordzisty sięga niemal 11 mln zł. Osoby z takich miast mają mniejsze możliwości zarobku, co stawia wierzycieli w dość trudnej sytuacji.
W bazie Krajowego Rejestru Długów widnieje 408,1 tys. dłużników z miast o wielkości od 20 do 50 tys. mieszkańców. Powołując się na dane GUS z października ubiegłego roku KRD wskazuje, że co dziesiąty z nich jest dłużnikiem. Ich zadłużenie wynosi w sumie 8,8 mld zł, co jest jedną piątą wszystkich zaległości konsumentów wynoszących 43,6 mld zł.
„Osoby ze średnich miast mają mniejsze możliwości zarobkowania, a jednocześnie duży apetyt na poziom życia jak w wielkich aglomeracjach” – ocenili autorzy raportu. I dalej: „Dłużnicy ze średnich miast potrzebują więcej czasu, by uregulować zobowiązania” – czytamy w raporcie. Według KRD zadłużenie wynika tu z „nieprzewidzianych nagłych wydatków, jak choroba, awaria sprzętu domowego czy konieczność wsparcia finansowego rodziny”.
W miastach liczących od 50 do 100 tys. osób poziom zadłużenia sięga 6,4 mld zł. Wskazał, że długi w średnich miejscowościach to „wyzwanie zarówno dla lokalnych społeczności, jak i całej gospodarki”.
– Dane pokazują, jak niezbędne jest wsparcie edukacyjne mieszkańców oraz wzmocnienie i ustabilizowanie sytuacji ekonomicznej w tych regionach – uważa Adam Łącki, prezes KRD.
Dane KRD pokazują, że osoby ze średnich miast są „najbardziej zadłużoną grupą spośród wszystkich miejscowości”. Średnie zadłużenie na mieszkańca wynosi 21,6 tys. zł, ale rekordzista z woj. dolnośląskiego ma do oddania 10,8 mln zł. Na osoby w wieku 46-55 lat przypada jedna trzecia całej kwoty zaległości, czyli 2,9 mld zł.
„Wśród zadłużonych dominują mężczyźni, których obarcza 6,7 mld zł zaległości. Kobiety mają do oddania 2,1 mld zł” – informuje dokument.
KRD przekazuje również, że na zadłużenie mieszkańców miast 20-50 tys. aglomeracji składa się 4,2 mld zł wobec funduszy sekurytyzacyjnych, które przejęły długi od pierwotnych wierzycieli, głównie banków. Kolejne 3,6 mld zł to zaległe alimenty, a 588 mln zł – nieopłacone zobowiązania wobec instytucji finansowych, np. banków.


















Zostaw komentarz