Von der Leyen podejmuje próbę wzmocnienia gospodarczej przyszłości Europy, ograniczając biurokrację i niepokojąc działaczy na rzecz ochrony środowiska. Pierwsza kadencja przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w latach 2019–2024 była prawdziwą falą regulacji. Dzięki swojemu przełomowemu Europejskiemu Zielonemu Ładowi uchwaliła przepisy w dziesiątkach sektorów, aby ustawić Unię Europejską na drodze do emisji „zerowej” do 2050 r. i pomóc uniknąć najgorszego scenariusza katastrofy klimatycznej.
Jednak czasy się zmieniły, a wraz z nimi priorytety polityczne. Szefowa władzy wykonawczej UE prowadzi działania deregulacyjne, aby zapewnić europejskim przedsiębiorstwom równe szanse z ich amerykańskimi i chińskimi odpowiednikami, jednocześnie utrzymując ambitne cele klimatyczne. W środę (26.02) urzędnicy UE ujawnili plany zmniejszenia obciążeń biurokratycznych przedsiębiorstw poprzez przepisanie kilku ostatnich ustaw, co zostało źle przyjęte przez obrońców środowiska i praw człowieka, a nawet przez niektóre głosy przemysłu. Tego samego dnia Komisja Europejska przedstawiła również swój cel stymulowania inwestycji w czyste technologie przemysłowe o wartości 100 mld euro (105 mld dolarów), których celem jest również zwiększenie konkurencyjności UE.
Komisja Europejska chce złagodzić zasady, których przedsiębiorstwa muszą przestrzegać w zakresie raportowania wpływu na zrównoważony rozwój i odpowiedzialności za łańcuch dostaw, zapisane w kilku już uzgodnionych aktach prawnych. To właśnie małe i średnie przedsiębiorstwa, jak twierdzi władza wykonawcza UE, chce odciążyć. Zmiany te na przykład zwolnią około 80 proc. przedsiębiorstw objętych obecnie dyrektywą w sprawie raportowania zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw – wszystkie te, które zatrudniają mniej niż 1000 pracowników. Nie będą już musiały spełniać rygorystycznych wymogów dotyczących rocznego raportowania, które przewiduje prawo. Opóźnione będzie również wdrożenie prawa o należytej staranności do 2028 r., osłabiając obowiązki firm w zakresie sprawdzania zgodności pośrednich dostawców z przepisami dotyczącymi ochrony środowiska i praw człowieka.
Władza wykonawcza UE, która ma na celu zmniejszenie obciążeń administracyjnych dla przedsiębiorstw o 25 proc. do 2029 r., a nawet o 35 proc. dla mniejszych przedsiębiorstw, twierdzi, że jej plany mogą przynieść oszczędności rzędu 6 mld euro rocznie na kosztach administracyjnych. W tym samym duchu Komisja Europejska zachwalała plan zgromadzenia 100 mld euro inwestycji publicznych i prywatnych w celu dekarbonizacji ciężkiego przemysłu i produkcji, takiej jak stal, oraz wsparcia produkcji energii odnawialnej. Jednym z podstawowych celów jest obniżenie kosztów energii dla europejskich przedsiębiorstw i domów.
Środowe decyzje mają swoje korzenie w głównym celu von der Leyen w latach 2024–2029, czyli poprawie konkurencyjności UE. Od lat urzędnicy UE otrzymują surowe ostrzeżenia, że blok traci przewagę ekonomiczną.
– UE pozostaje w tyle za USA w zakresie zaawansowanych technologii, podczas gdy Chiny nadrobiły zaległości w wielu sektorach i wygrywają wyścig o przywództwo w niektórych nowych obszarach wzrostu. Podstawową przyczyną jest brak innowacji – dodają.
To potwierdza słowa byłego prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego, który we wrześniu 2024 r. ostrzegał, że brak wzrostu produktywności jest „wyzwaniem egzystencjalnym” dla Unii.
W USA prezydent Donald Trump niedawno ogłosił własną falę deregulacji, zobowiązując się w zeszłym miesiącu do „zatrzymania zabijającej miejsca pracy i napędzającej inflację regulacyjnej nagonki [poprzedniej] administracji”.
Jednocześnie UE obawia się eskalacji wojny handlowej z USA w postaci taryf odwetowych.
Propozycje Komisji Europejskiej muszą jeszcze zostać zatwierdzone przez Parlament Europejski i państwa członkowskie UE. Członkowie Parlamentu Europejskiego prawdopodobnie znajdą się w nadchodzących miesiącach pod silną presją ze strony lobbystów i aktywistów próbujących kształtować ostateczny wynik propozycji.


















Zostaw komentarz