Po wprowadzeniu przez Donalda Trumpa ceł na wszystkie kraje świata, w tym na niektóre szczególnie wysokich, reakcja giełd była natychmiastowa. Poniedziałek (7.04) rozpoczął się szaleńczą wyprzedażą aktywów. Wtorek (8.04) stał się dniem, kiedy gieldy – towarowe i kapitałowe – odrabiały straty. Europejskie giełdy otwierały się na zielono, podobnie zresztą jak kilka godzin wcześniej giełdy w Azji. Jednak orabianie strat nie oznacza mniejszych zmartwień o globalny kryzys, który może być efektem wprowadzonych właśnie ceł na towary importowane do USA i wprowadzonych – w ramach retorsji – ceł na USA przez Chiny oraz europejskie zapowiedzi ceł w wysokości 25 proc. na amerykańską produkcję.
Na zielono upłynął wtorek także na większości azjatyckich giełd. W największym stopniu straty poniesione w ostatnich dniach odrobił japoński Nikkei, który zakończył sesję ze wzrostem 6,03 proc. w stosunku do poniedziałkowego zamknięcia. Indeks Hang Seng w Hongkongu, który w poniedziałek odnotował największy od 1997 r. dzienny spadek notowań (-13,32 proc.), zakończył wtorkowe notowania ze wzrostem na poziomie 1,5 procent.
Podobnie niemal wszystkie europejskie giełdy zaczęły wtorkowe notowania od wzrostów. Po spadkach z poniedziałku oraz końca ubiegłego tygodnia najważniejsze indeksy odrabiają straty. Wartość indeksu DAX we Frankfurcie przekroczyła 20,1 tys. punktów, co oznacza powrót do stanu z początku roku, po którym nastąpił trwający niemal nieprzerwanie przez trzy miesiące trend wzrostowy. Na wtorkowym otwarciu DAX notował ok. 0,6-procentowy wzrost.
Podobnie wyglądał początek wtorkowych notowań na innych dużych giełdach Europy.
CAC w Paryżu rósł o niespełna 1 proc., a londyński FTSE250 – o blisko 2,3 proc. Oba indeksy wróciły do poziomu z drugiej połowy 2023 roku. Szwajcarski SMI osiągnął na otwarciu wzrost na poziomie ok. 1,1 proc., podobnie jak warszawski WIG.
A jak wyglądał początek tygodnia na giełdach?
Czarny poniedziałek. Globalna głęboka korekta, czy początek kryzysu?


















Zostaw komentarz