Ministerstwo Cyfryzacji podczas środowego (13.08) spotkania z organizacjami branżowymi i pozarządowymi przedstawiło propozycję podatku cyfrowego w Polsce, który miałyby płacić firmy o globalnych przychodach powyżej 750 mln euro – informuje resort w komunikacie. Problem w tym, że większość organizacji zauważa, że wprowadzenie takiego podatku może zaszkodzić atrakcyjności inwestycyjnej naszego kraju, na co zwracają uwagę organizacje.
W skrócie:
-
Ministerstwo Cyfryzacji planuje wprowadzenie podatku cyfrowego: Nowy podatek ma dotyczyć globalnych firm technologicznych z przychodami powyżej 750 mln euro.
-
Proponowana stawka podatku to 3%: Zgodnie z analizą Fundacji Instrat, stawka ta może przynieść do budżetu ponad 1,7 mld zł w 2027 roku.
-
Podatek budzi kontrowersje: Organizacje branżowe wyrażają obawy, że podatek może negatywnie wpłynąć na atrakcyjność inwestycyjną Polski.
W środę (13.08) odbyło się spotkanie z przedstawicielami rynku oraz organizacjami pozarządowymi, w którym udział wzięli wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski oraz wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski. Podczas rozmów przedstawiciele resortu przedstawili propozycję, według której podatek cyfrowy miałyby płacić firmy o globalnych przychodach powyżej 750 mln euro.
Jak informuje resort cyfryzacji, na spotkaniu przedstawiciele Fundacji Instrat zaprezentowali raport zawierający przegląd funkcjonujących już na świecie rozwiązań oraz rekomendacje do wprowadzenia tego typu podatku w Polsce w oparciu o podatek 3 proc., 4,5 proc. oraz 6 proc. Z ustaleń PAP Biznes wynika, że resort przychyla się do przedstawionego w raporcie tzw. wariantu szerokiego ze stawką podatku na poziomie 3 proc., co gwarantowałoby 1,7 mld zł wpływów do budżetu w 2027 roku, w 2028 r. – ponad 2 mld zł, w 2029 r. – 2,5 mld zł, a w 2030 r. – ponad 3 mld zł. W przypadku stawki 4,5 proc. w 2027 roku z tytułu podatku cyfrowego mogłoby wpłynąć do budżetu ok. 2,6 mld zł, a w 2030 r. 4,6 mld zł. Z kolei przy założeniu stawki na poziomie 6 proc. w 2027 roku mogłoby to być ok. 3,4 mld zł, a w 2030 roku 6,15 mld zł.
Według tzw. szerokiego wariantu opodatkowaniu miałyby podlegać usługi interfejsu cyfrowego, np. marketplace’y, aplikacje taksówkarskie, media społecznościowe, profilowane reklamy cyfrowe, czyli konkretne reklamy skierowane do określonych użytkowników, na podstawie wcześniej stworzonego profilu użytkownika, a także usługi przekazywania danych nt. użytkowników.
Podatek wzorowany na innych
Z podatku cyfrowego w szerokim wariancie miałyby być z kolei zwolnione usługi pośrednictwa cyfrowego; regulowane usługi finansowe świadczone przez regulowane podmioty finansowe (np. aplikacje bankowości); sprzedaż towarów lub usług online za pośrednictwem strony internetowej ich dostawcy, w której dostawca nie działa jako pośrednik (np. handel elektroniczny związany z działalnością detaliczną).
W wąskim wariancie podatku cyfrowego opodatkowane byłyby tylko profilowane reklamy. W tej wersji, przy stawce na poziomie 7,5 proc., wpływy wyniosłyby 482 mln zł w 2027 r. oraz 772 mln zł w 2030 r.; przy podatku 5 proc. – 578 mln zł w 2027 r. i 927 mln zł w 2030 r.; a przy podatku 6 proc. – 722 mln zł w 2027 r. i ok. 1,6 mld zł w 2030 r.
Resort cyfryzacji wskazał w komunikacie, że zaproponowane warianty zaprojektowane zostały tak, by zapewnić najwyższą skuteczność podatku przy jego maksymalnej prostocie i przejrzystych zasadach. Dodano, że model podatku od usług cyfrowych wzorowany jest na regulacjach stosowanych w szeregu innych krajów, w tym we Francji, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii. Ministerstwo chce, aby pieniądze z podatku cyfrowego zostały wydane na rozwój polskich technologii i innowacji oraz na wsparcie tworzenia jakościowych treści medialnych. W ocenie MC „konieczne jest” wsparcie mediów, ponieważ to one najwięcej straciły na przejęciu rynku reklamowego przez big techy.
Opinie uczestników środowego spotkania będą brane pod uwagę przy opracowaniu propozycji, która przełożona zostanie na projekt ustawy i będzie podlegać dalszym konsultacjom – zadeklarowało MC. Do sprawy odniósł się w serwisie X wiceminister Standerski, który zapewnił, że firmy, które „uczciwie” płacą w Polsce podatek CIT, nie będą płaciły podatku cyfrowego.
Wprowadzenie w Polsce podatku cyfrowego Gawkowski zapowiedział po raz pierwszy w marcu. Do tych informacji odniósł się wtedy Tom Rose, nominowany przez Donalda Trumpa na stanowisko ambasadora USA w Polsce. We wpisie w serwisie X zagroził, że Trump odpowie odwetem na wprowadzenie podatku cyfrowego. Według Gawkowskiego wprowadzenie podatku cyfrowego nie wywoła wojny handlowej z USA i prezydentem Donaldem Trumpem.
Big Techy zapłacą niemal w całej EU
W połowie 2019 r. Francja jako pierwszy kraj w Europie przyjęła 3-procentowy podatek cyfrowy od big techów. Skonstruowany został tak, że są z niego wyłączone niemal wszystkie francuskie firmy technologiczne. Warunkiem jest globalny przychód w wysokości 750 mln euro, z czego 25 mln ma pochodzić z Francji. W 2019 r. prezydent USA Donald Trump nazwał francuski podatek „głupotą” prezydenta Emmanuela Macrona i przekazał, że odpowie na niego m.in. wprowadzeniem wyższych ceł na francuskie wina.
Podatki cyfrowe obowiązują także m.in. w Wielkiej Brytanii (w wysokości 2 proc.), we Włoszech i Hiszpanii (3 proc.), w Austrii (5 proc.), na Węgrzech i w Turcji (7,5 proc.), w Japonii (10 proc.) czy w Kanadzie (3 proc.). Nie wprowadziły go m.in. Finlandia, Szwecja, Niemcy, Irlandia, Holandia, USA i Chiny.


















Zostaw komentarz