Wakacje wszystkimi zmysłami. Jak ograniczenie telefonu wpływa na rozwój dziecka? Rozmowa z Barbarą Wolanin, terapeutką integracji sensorycznej

wakacje-wszystkimi-zmyslami-jak-ograniczenie-telefonu-wplywa-na-rozwoj-dziecka-rozmowa-z-barbara-wolanin-terapeutka-integracji-sensorycznej

Coraz więcej mówi się o tym, że dzieci spędzają przed ekranami zbyt dużo czasu. Czy wakacje rzeczywiście pogłębiają ten problem?

Wakacje to czas wolny od nauki i wielu dodatkowych zajęć. Jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu wakacje kojarzyły się przede wszystkim z zabawą na podwórku, budowaniem relacji z rówieśnikami
i spędzaniem całych dni na świeżym powietrzu. Dzisiaj smartfon bardzo często staje się główną formą rozrywki i dla poszczególnych grup wiekowych ta rozrywka będzie czymś innym. Jest atrakcyjny, bo cały czas coś się na nim dzieje – zmieniają się obrazy, pojawiają się nowe treści, gry, filmy czy komunikaty. To naturalnie przyciąga uwagę dziecka. Z perspektywy rozwoju dziecka ważny jest nie tylko sam czas spędzany przed ekranem, ale przede wszystkim to, czego dziecko w tym czasie nie doświadcza.

 

Co ma Pani na myśli?

Rozwój dziecka odbywa się poprzez doświadczanie świata wszystkimi zmysłami. Potrzebuje ono ruchu, dotyku, kontaktu z drugim człowiekiem, równowagi, poznawania różnych faktur, zapachów
czy dźwięków. Ruch jest niezbędny do powstawania nowych połączeń między komórkami nerwowymi, prawidłowego rozwoju mózgu i całego układu nerwowego dziecka. Telefon dostarcza głównie bodźców wzrokowych i słuchowych. Bardzo intensywnych, szybko zmieniających się, ale jednocześnie bardzo ograniczonych. Nie zastąpi wspinania się na górkę, chodzenia boso po piasku, zabawy patykiem, rozmowy z kolegą na żywo czy wspólnego budowania zamku z piasku. To właśnie takich doświadczeń potrzebuje rozwijający się układ nerwowy.

Coraz częściej telefony trafiają do dzieci już w pierwszym roku życia. Jak wygląda to z perspektywy terapii integracji sensorycznej?

Pierwszy rok życia to czas, w którym dziecko zdobywa najwięcej umiejętności motorycznych. Z pozycji leżącej pionizuje się i stawia pierwsze kroki, wypowiada pierwsze słowa, uczy się samodzielnego jedzenia i picia z kubeczka. Wyobraźmy sobie kilkumiesięczne dziecko, które uczy się samodzielnie jeść. Bierze do ręki kawałek marchewki, sprawdza jej temperaturę, fakturę, zapach, uczy się chwytać, kierować rękę do buzi, poznaje smak. Czasami coś upuści, czasami rozgniecie jedzenie, zrobi bałagan. To wszystko jest niezwykle ważnym elementem rozwoju. Jeżeli w tym czasie uwaga dziecka skupiona jest na ekranie, ono nie doświadcza tych wszystkich bodźców w pełni. Nie uczy się ich tak, jak mogłoby się uczyć. A przecież właśnie w takich codziennych sytuacjach rozwijają się koordynacja ruchowa, planowanie ruchu, motoryka mała czy samodzielność.

Rodzice często mówią: „Daję telefon tylko na chwilę, żeby spokojnie zjeść obiad albo dojechać samochodem na miejsce”.

Bardzo dobrze rozumiem takie sytuacje. Rodzice są zmęczeni, mają wiele obowiązków, często opiekują się kilkorgiem dzieci, pracują. Telefon rzeczywiście bardzo szybko rozwiązuje problem – dziecko przestaje się nudzić, jest spokojniejsze. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy to rozwiązanie krótkoterminowe nie odbiera dziecku czegoś ważnego w dłuższej perspektywie.

Nie chodzi o ocenianie rodziców, ale o świadomość. Czasami wystarczy mała zmiana i ograniczenie takich sytuacji. Np. z perspektywy długiej podróży to jest wyzwanie dla całej rodziny. Może warto wtedy, zwłaszcza gdy dzieci są małe, usiąść z tyłu (tu zachęta dla mam) i uruchomić swoje pokłady kreatywności, żeby podróż stała się bardziej atrakcyjna dla dzieci.

 

Czy dzieci łatwo przyzwyczajają się do ekranów?

Tak, ponieważ smartfon dostarcza bardzo atrakcyjnych bodźców. Dziecko bardzo szybko uczy się,
że kiedy bierze telefon do ręki, natychmiast dzieje się coś ciekawego. To powoduje, że świat rzeczywisty może wydawać się mniej atrakcyjny, bo wymaga cierpliwości, zaangażowania i własnej aktywności. Dlatego tak ważne jest, aby od najmłodszych lat pokazywać dziecku również inne sposoby spędzania czasu.

 

Czy zakazywanie telefonu jest dobrym rozwiązaniem?

Samo zakazywanie zwykle nie działa. Dziecko obserwuje dorosłych. Jeżeli słyszy: „Ty już nie możesz korzystać z telefonu”, a jednocześnie widzi rodzica, który co chwilę sprawdza wiadomości czy media społecznościowe, pojawia się naturalne pytanie: „Dlaczego tobie wolno, a mnie nie?”. Dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację.

 

Jak więc rozmawiać z dzieckiem o telefonie?

Przede wszystkim z ciekawością. Zamiast od razu mówić: odłóż telefon, warto zapytać, co tam oglądasz, co ci się w tym podoba, dlaczego akurat to wybierasz? Takie pytania otwierają rozmowę i pomagają lepiej zrozumieć potrzeby dziecka.

 

W czasie wakacji wielu organizatorów kolonii odbiera dzieciom telefony. Co Pani sądzi o takim rozwiązaniu?

W moim odczuciu takie rozwiązanie jest wyzwaniem dla wszystkich, nie tylko dla dzieci. Oczywiście pierwsze godziny czy nawet pierwszy dzień bywają trudne. Dzieci są przyzwyczajone do stałego dostępu do telefonu, więc pojawia się napięcie, czasami frustracja.  Ale później zaczyna się włączać kreatywność. Dzieci odkrywają, że można świetnie bawić się bez telefonu. Zaczynają rozmawiać, współpracować, wymyślać własne zabawy, budować relacje. To również ogromne wyzwanie dla wychowawców. Muszą być kreatywni i zaproponować dzieciom atrakcyjne aktywności, które zastąpią ekran. I właśnie wtedy często okazuje się, że dzieci mają mnóstwo pomysłów, talentów i energii, tylko wcześniej nie miały okazji ich wykorzystać albo nie sądziły, że mają takie umiejętności.

 

Czy nuda rzeczywiście może być czymś dobrym?

Moim zdaniem tak. Dzisiaj bardzo szybko próbujemy nudę „zagłuszyć”. Tymczasem właśnie z nudy często rodzi się kreatywność. Dziecko zaczyna wymyślać własne zabawy, eksperymentować, szukać nowych pomysłów. To bardzo ważny element rozwoju, którego telefon często po prostu nie dopuszcza albo go utrudnia.

 

Jako terapeutka integracji sensorycznej często mówi Pani o zmysłach. Jak wakacje mogą wspierać ich rozwój?

To jest najlepszy moment w roku, bo zwyczajnie jest na to czas. Jeżeli jesteśmy nad morzem, warto chodzić boso po piasku, po wydmach, poczuć ciepło lub chłód pod stopami. W górach możemy wspinać się, utrzymywać równowagę, słuchać szumu strumienia, śpiewu ptaków. Możemy poczuć zapach lasu po deszczu, dotknąć kory drzewa, zanurzyć ręce w wodzie. To wszystko jest niezwykle cenną stymulacją dla układu nerwowego. A wcale nie trzeba wyjeżdżać na drugi koniec Polski. Czasami wystarczy pobliski park, las czy jezioro.

 

Jakie zmysły, poza tymi najbardziej znanymi, warto rozwijać u dzieci?

Poza wzrokiem, słuchem, dotykiem, smakiem i węchem bardzo ważne są jeszcze dwa. Pierwszy to zmysł równowagi, czyli układ przedsionkowy. Drugi to propriocepcja, czyli czucie głębokie z mięśni, ścięgien
i stawów – dzięki niej wiemy, gdzie znajdują się nasze ręce, nogi czy całe ciało, nawet kiedy nie patrzymy na nie. To właśnie dlatego tak ważne są wspinanie, skakanie, bieganie, turlanie się, pokonywanie przeszkód czy chodzenie po nierównym terenie. Takich doświadczeń żaden ekran nie zastąpi.

 

Gdyby miała Pani zostawić rodzicom jedną wakacyjną wskazówkę, jaka by ona była?

Zacznij, drogi Rodzicu od 15 minut dziennie bez telefonu i spędź ten czas razem z dzieckiem. A jak to się uda, to stopniowo wydłużaj czas. Pomysł na wspólną zabawę przyjdzie do Ciebie, a może dziecko coś fajnego zaproponuje. Nie chodzi o to, żeby całkowicie zrezygnować z technologii, bo świat idzie
do przodu. Warto natomiast odłożyć telefon i naprawdę rozejrzeć się wokół siebie. Dzieci uczą się świata przez wspólne doświadczenia. Przez rozmowę, ruch, kontakt z naturą, zapach lasu po deszczu, wspólne budowanie zamku z piasku czy zwykły spacer. To właśnie z takich chwil powstają najpiękniejsze wakacyjne wspomnienia. I to one zostają z dzieckiem na całe życie.